czendzing pozyszyn
listopad 29th, 2010tradycyjnie, bardzo dluga przerwa, porównywalna do reklam na Polsacie, mialem juz napisac wczoraj, bo zebralo mi sie na dalekie wspomnienia (az oranzada z komunii sie podbila), ale mialem nieproszonego goscia na poczcie na wp… a wiec tak, jak ostatnio sobie pomyslalem, ze jestem w tym samym roku, w którym poznalem Kasie (tak dobrze poznalem) pisalem mature (zdalem ja!), zdawalem na patent, stracilem reke (prawie), studniówka oraz poznalem tylu swietnych ludzi to az szczena do podlogi opada… bylem sobie równiez wczoraj na blogach, które macie po prawej bodajze, no i sie ciesze, ze chociaz Pani Alicja cos pisze i dziala :) nie wiem czy powinienem to pisac, ale nawet nie wiesz jak bardzo sie ucieszylem Twoim szczesciem :D chociaz nie bede ukrywal, dziwnie tak jest, jak jest… jedna prosba odezwij sie chociaz raz do mnie jakbys mogla, w koncu juz, chyba nie jestesmy dzieciakami i mozemy co jakis rok chociaz pogadac jak normalni ludzie ;)
przed wczoraj byly mocne ostatki, to znaczy male towarzystwo, duzo alkoholu ;D dlatego glównie mi sie podobalo, dobrze, ze nagrywalismy filmy, to sporo sobie rzeczy z sasiadem przypomnielismy, chociaz niektórych rzeczy wolalbym sobie nie przypomniec ;p ale impreza na duzy plus, nie wiedzialem, ze majkel jest mistrzem w stawianiu jajek, Krzysiek zreszta tez nie wiedzial :D (brawo majkel)
a wlasnie! tak, jestem studentem na Wacie, na wydziale mechanika i budowa maszyn :) jest spoko, chociaz z matmy mam wielka zylete, przynajmniej moim skromnym zdaniem, reszta wykladowców zachowuje sie jak po jakis odpalaczach, szczególnie jeden od maszynoznawstwa ;) mieszkam teraz na bielanach wraz z Gruszka, Cinosem, oraz moja przesliczna Kasia :) jest calkiem spoko, chociaz zdazaja sie klotnie, ale tak czesto w rodzinie bywa… sporadycznie wracam do swojego rodzinnego domu, gdzie najczesciej upijam sie tak, ze nastepnego dnia nie wiem skad mam szklanke z warowni na stoliku, ale oczywiscie to tez mi sie podoba :D jak widac mocno sie nie zmienilem, mimo ze nie pisalem od pol wieku… tydzien temu wraz z malzonka bylem we Wroclawiu na urodzinach/koncercie reggae… gdybysmy mieli gdzie spac, to byloby idealnie, ale i tak nie bylo najgorzej ;) poznalem kolejnych bardzo fajnych ludzi oraz bylem na koncercie gentlemena i uwazam, ze nigdy jeszcze nie bylem na lepszym koncercie, wszystko bylo po prostu idealne (no moze przydaloby sie troche mniej zapachu ziola na hali, ale i tak nie ma co narzekac)
dzis powrot do warszawy i pierwszy kolos w tygodniu sie szykuje, az strach sie bac, ale trzeba zacisnac poslady i zaczac sie uczyc… nie wiem o której mam autobus, ale moze jakis bedzie, zebym chociaz przynamniej dzisiaj wrocil… ojacie! musze sobie jeszcze narobic zarcie w sloiku, zeby jakos przezyc tam, a to znaczy, ze musze isc do sklepu, a gdybyscie mieli oczy tam gdzie ja mam, to od razu byscie spostrzegli snieg za oknem oraz domyslili sie, ze jest zimno ;/
chyba juz skoncze na dzisiaj, albo chociaz, na te kilka godzin i zaczne sie zbierac…
w tym miejscu chce pozdrowic wszystkich razem oraz kazdego osobno i po prostu przeprosic/podziekowac
boski
Ostatnie
Strony
Archiwum
Kategorie
